Jako przedstawiciel branży czuję się zobowiązany do zabrania głosu w bardzo drażliwej sprawie. Chciałbym z tej publicznej trybuny wyrazić swoją opinię na temat coraz bardziej modnego i nośnego tematu zdobywania wiedzy w naszej branży.

Po dwustu latach oczekiwań, z małą przerwą, mamy wreszcie demokrację. System niedoskonały, ale znacznie lepszy od poprzedniego, czy też okresu zaborów (powtórzę: jest to moja subiektywna opinia). Demokracja jest bezlitosna, ale pozwala na wiele. Bezlitosna dla naszej branży była też mgła zapomnienia, która nas otoczyła, pozwalając zaprzepaścić ciekawy dorobek polskiego zduństwa. Z drugiej strony ta sama demokracja stwarza doskonałe warunki, by ten dorobek odtworzyć i przywrócić mu dawny blask. Jak na ironię, kołem zamachowym przemian stał się w naszym kraju kominek z płyty gipsowo-kartonowej, bo to wraz z nim przywędrowała do nas z Francji moda na ogień w domu. Po jakimś czasie okazało się, jak niedaleka jest droga od tego wyszydzanego powoli kominka do technik zduńskich i pieców kaflowych.

Rynek nam się nieco skurczył, parę osób się nudzi, kilku producentów zapełniło magazyny, więc myślą jak by tu rozruszać koniunkturę, lub zawładnąć dla siebie część tego skurczonego tortu. Zaczął się wyścig, który nazwę roboczo „potrzeba organizowania szkoleń” lub „potrzeba zakładania kółek różańcowych”. Wszystko po to, aby mieć wgląd w jak największą liczbę klienteli, lub dostęp do jak największego kawałka wcześniej wspomnianego tortu.

Działania te są jak najbardziej słuszne, czasem wręcz szlachetne. Obserwowałbym je ze swojego leśnego zacisza, spokojnie i bez angażowania się, gdyby nie odrobina obłudy, która ten spokój zakłóca. Podczas spotkań, szkoleń i innych okazji by o potrzebie edukacji w branży pogwarzyć, słychać głosy, że należy to robić społecznie. Nietrudno się domyślić, że autor tych słów pije do mojej Szkoły Kominkowej, którą od 5 lat prowadzę z powodzeniem i „ośmielam się” robić to za pieniądze.

Być może to tęsknota za minionym systemem, w którym czyny społeczne były na porządku dziennym, a być może jest to właśnie owa obłuda i przypuszczenia, że w branży panuje powszechna naiwność. Tak się składa, że autorzy tych „postulatów” (pracy społecznej) związani są z jakąś marką, producentem czy generalnym przedstawicielstwem. Darmowe szkolenia i „społecznie” prowadzona edukacja odbywa się zazwyczaj w ośrodkach szkoleniowych dziwnym trafem znajdujących się na terenie fabryk wkładów kominkowych, czy też innych materiałów do budowy kominków i pieców. W następnym kwartale po szkoleniu logistycy w tych firmach skrzętnie wypełniają rubryczki w tabelkach, by sprawdzić czy wzrost sprzedaży już nastąpił, czy też trzeba zwiększyć częstotliwość szkoleń. Częściej jednak uczestnicy tych szkoleń wpisują się na listę zakupów już w autobusie, którym ich „społecznie” i całkowicie bezinteresownie organizator odwozi do domów.

Kończąc tę nieco prywatna dygresję, dodam tylko że osobiście nic nie mam przeciwko takiej formie edukacji, bo każda forma doskonalenia się w naszej branży jest na wagę złota i zmniejsza statystyki pożarów.

Ruszyło się ostatnio, i to mocno, w kwestii szkoleń. Tym razem zanosi się na to, że z tej burzy będzie deszcz. Powołanie Komisji ds Szkoleń przy OSKP - nowe władze, nowy powiew – rodzi nadzieje na przełom. Mamy demokratycznie powołane gremium, więc może wreszcie ten wózek potoczy się szybciej. Włączyłem się w ten nurt głownie z tego powodu, że od 5 lat siedzę w nim po uszy, ale również dlatego, by móc patrzeć na ręce i kontrolować „obłudników”.

Zagrożeń jest sporo: od tych konstytucjonalnych, zagrażających demokracji, po te przyziemne, biorące się z pazerności i chęci zysku. Demokracji zagrażają Ci „pionierzy” odrodzenia edukacji, którzy chcieliby zmonopolizować środowisko, poprzez szereg nakazów, zezwoleń, koncesji i Bóg wie czego jeszcze, próbują przywrócić system, o którym większość z nas z ulgą zapomniała. Zawłaszczenie branży w końcu odbiłoby im się czkawką, ale zanim do tego dojdzie, narobią bałaganu i zamieszania.

Druga grupa to zwolennicy „pracy społecznej” dla chęci zysku, dostępu do list uczestników, bazy danych itp. „Praca społeczna” preferująca konkretne produkty i rozwiązania techniczne. Ta grupa jest bardziej niebezpieczna, bo trudniej ją wykryć i udowodnić szwindel.

O ile pierwsza grupa jest w zasadzie bez większych szans, o tyle drugą trzeba będzie „zaopiekować się” w sposób bardziej pieczołowity. Dlaczego ci pierwsi są bez szans? Głównie dlatego, że zbyt dobrze pamiętamy czym pachnie system oparty na centralnym sterowaniu i koncesjonowaniu różnych form działalności. Nasze działania (szacownej Komisji i nie tylko) powinny zmierzać do wymyślenia sposobu, by zachęcić do kształcenia się również odpornych na wiedzę. Sposobu, któy coś zaoferuje, pomoże w prowadzonej działalności, pozwoli zrekompensować „stracony czas”. Ten „wysiłek” musi im się opłacać, ale powinny chyba być to również działania dyscyplinujące. Wracanie do systemu zakazowo–nakazowego za bardzo pachnie „powtórką z rozrywki”, a poza tym będzie trudne do przeprowadzenia. Wymaga też manipulacji prawnych (ustawodawczych). Mam nadzieję, że zwolennicy przemian w tym stylu znudzą się prędko, a górę weźmie bardziej racjonalny kierunek. Nie wykluczam też kompromisu.

Piotr Batura

strona główna