Rozpalanie ognia w nowo wybudowanym kominku to dla wielu pierwszy kontakt z ogniem. Bywa, że chwili tej towarzyszy sporo emocji. Niestety, w wielu przypadkach są to mało traumatyczne wrażenia. Inwestor zapomniał jak obchodzić się z żywym ogniem, mimo że babcia zmuszała go do palenia w piecu. Zmagania z tym tematem rozpocząłem od zgromadzenia i przeczytania stosu instrukcji obsługi wkładów kominkowych, bo przecież to powinno być źródłem wiedzy o paleniu ognia. Sprawiło mi to niemałą frajdę, tym bardziej, że rozdział o pierwszym rozpalaniu w kominku przeczytałem... pierwszy raz w życiu.
 
Jak na posiadacza pięciu czynnych kominków i jednej kozy to, wydawać by się mogło, spora niefrasobliwość. Za to teraz odrobiłem zaległości z imponującą gorliwością. Ze stosu „Instrukcji użytkowania”, „Instrukcji obsługi”, „Instrukcji montażu, obsługi i eksploatacji” wybrałem kilku reprezentantów, którzy pozwolili mi podzielić tę literaturę na następujące kategorie:
 
- instrukcje napisane , „bo muszą być”,
 
- instrukcje napisane ze strach przed konsekwencjami prawnymi w wyniku ewentualnych roszczeń,
 
- instrukcje długie i nudne jak „flaki z olejem”,
 
- instrukcje za krótkie,
 
- instrukcje napisane bardzo starannie, z myślą o zadowoleniu klienta (czasem długie, czasem krótkie).
 
Podzielę się uwagami o dwóch, w których potraktowanie tematu pierwszego rozpalania zrobiło na mnie największe wrażenie. Obie instrukcje pochodzą od  znanych i uznanych europejskich producentów urządzeń grzewczych. Jeden z nich ograniczył się do informacji, że pierwsze rozpalanie należy przeprowadzić ostrożnie, wolno i niezbyt mocno. (!)
 
Drugi sprawie pierwszego palenia poświęcił dwie strony i zapewniam, że nie była to nudna lektura, nie znalazłem też nic, do czego mógłbym się przyczepić, a człowiek nieobyty z ogniem powinien traktować ją jak katechizm.
 
Kończąc temat instrukcji, opowiem coś z własnego podwórka. Pamiętam sytuację sprzed paru lat, kiedy po wspólnym z klientem przeczytaniu sprytnie napisanej instrukcji, na pytające spojrzenie jego przerażonych oczu, odpowiedziałem wrzuceniem owej instrukcji do właśnie uruchomionego kominka. Były w niej same przestrogi – żadnych rad.
 
Przejdźmy do meritum. Przyjmę założenie, że człowiek, który zamontował wkład kominkowy i wykonał obudowę, wiedział, co robi. Tenże człowiek powinien również udzielić rad co do pierwszego palenia, gdyż nie ma jednej miary dla wszystkich kominków. Wykonawca wie, jakich materiałów użył i jaką zastosował technologię klecąc kominek.
 
Jeśli w trakcie prac pojawiły się wątpliwości, co do sposobu budowy kominka – oto kilka uwag, być może pomocnych w pierwszych krokach kominkowego żółtodzioba. Większość wykonawców stosuje tradycyjne materiały i metody budowlane. Jeśli podczas prac użyto jako spoiwa zaprawy cementowej lub klejów na bazie cementu, to musimy pozwolić, by cement wiązał w temperaturze pokojowej od 2 do 3 tygodni. Dotyczy to zarówno kominków budowanych cegła po cegle u klienta, jak i tzw. Obudów, które skleja się z gotowych elementów.
 
Wykonanie próby ciągu komina i sprawdzenia funkcjonowania izolacji niewielką ilością drobnego opału jest oczywiście możliwe, ale palenie w celu ogrzewania pomieszczeń proszę zrobić po wyschnięciu cementu i klejów. Bywa, że takie dictum zaskakuje klienta, który zamierzał kominkiem ogrzewać dom w trakcie prac budowlanych. W takiej sytuacji proponuję podłączyć do komina piecyk za 200 zł z supermarketu, gdyż zanim budowlańcy opuszczą budowę, może okazać się, że obudowa lub wkład kominkowy nadaje się do remontu! Czas, kiedy wysychają zaprawy i kleje działa też na korzyść wkładu kominkowego. Palenie w nasączonym wilgocią wkładzie żeliwnym lub stalowym z wilgotnymi lub mokrymi szamotami nie jest wskazane, a zdarza się, że wkłady trafiają do odbiorcy z magazynu pod chmurką.
 
Są obudowy lub piece wykonane tradycyjnymi metodami zduńskimi z użyciem gliny lub zaprawy szamotowej. Temat ten obszernie wyjaśnia inny artykuł, więc nie będę nim Pastwa niepotrzebnie nużył.
 
Nieprawdą natomiast jest, że jeśli w każdym przypadku przyjmiemy metodę „ostrożnie, wolno i niezbyt mocno” to będzie dobrze. Są materiały i przesłanki technologiczne, by pierwsze palenie odbyło się „szybko i mocno”. Ciekawostkę, niekiedy trudną do strawienia przez tradycyjnego zduna, stanowią materiały zduńskie, które zdominowały kraje za Odrą. Opierają się one na zasadzie unikania wody. Żadnego moczenia kafli, cegieł lub płyt szamotowych. Klej rozrobiony musi być niewielką ilością wody. Następną czynnością jest sklejenie i jak najszybsze pozbycie się wody poddając nową konstrukcję obróbce termicznej, dość intensywnie paląc we wkładzie lub piecu. Szybkie odparowanie wody nie ma tu wpływu na trwałość wykonanych połączeń.
 
Dotyczy to też obudów wykonanych z płyt krzemianowo-wapniowych - najpierw w warsztacie, a następnie przewożonych (często w całości !) do klienta i zakotwionych do ściany i podłogi.
 
Płyty krzemianowo-wapniowe dzięki niewielkiej wadze umożliwiają transport dużych, spanelizowanych elementów.
 
Skręca się je śrubami lub skleja klejem szybkowiążącym, więc palenie można rozpocząć już po 48 godzinach i bardzo szybko doprowadzić do pełnej sprawności wkładu.
 
Kwestie dotyczące postępowania z nową obudową myślę ,że wyczerpałem. Teraz kilka uwag dotyczących wkładu kominkowego.
 
Zacznę od najtańszych, bo z nimi jest najwięcej kłopotów, z których większość pojawia się wskutek nieumiejętnego postępowania, reszta to wynik lichej konstrukcji, kiepskiego żeliwa i braku okładzin (pojedyncze ścianki). Jeśli przyjmiemy założenie, że wkład żeliwny służy do żarzenia, a nie spalania drewna, to większość problemów zniknie lub pojawi się znacznie później. Im lepiej skonstruowany wkład (czytaj droższy), tym widać większą dbałość i przemyślność inżynierów, by wyeliminować problemy pękania elementów konstrukcyjnych wkładu i ich deprecjacji wskutek rozszerzania się żeliwa pod wpływem wysokiej temperatury. Okres pierwszego roku eksploatacji wkładu to w zasadzie nauka rozpalania, palenia, zdobywania opału i środków do czyszczenia szyby. Drugi sezon to często bajka w porównaniu z problemami początkującego palacza. Niestety, wkład kominkowy musi to wytrzymać.
 
Opowiem teraz jak postępuję z ogniem w swoim domu, bo żadne mądrzenie się nie jest w stanie zastąpić prostych rad praktyka.
 
Do palenia przygotowuję się gromadząc:
 
podpałkę
 
drewienka iglaste porąbane na patyczki nie większe od ołówka
 
drewno iglaste porąbane na patyki grubości kija od miotły
 
drewno w kawałkach takich, jakimi się handluje na stacjach benzynowych
 
Przygotowanie podpałki iglastej na 2 –3 miesiące to godzina pracy, ale później rozpalanie w kominku to poezja. Iglaste drewno jest lepsze, gdyż ma niższą temperaturę zapłonu i układ włókien, w odróżnieniu od drewna liściastego, bardziej podatny na ogień.
 
Są osoby nie lubiące podpałek. Moja żona jako podpałki namiętnie używa gazet (ale nie kolorowych), czego z kolei ja nie lubię. Mamy więc dyżurny temat do kłótni – daj nam Boże więcej takich problemów!
 
Bez względu na zastosowaną podpałkę (choć tych w płynie, do polewania z butelki, nie polecam ze względu na niebezpieczeństwo wybuchania w pomieszczeniach zamkniętych i zabrudzanie obudowy kominka) dokładanie do ognia drewna według wymienionego wyżej klucza, kolejno od drobnego do grubego sprawi, że szybko polubimy kominek.
 
Oczywiście drewno musi być suche! Palenie a rozpalanie, w szczególności, drewnem mokrym to duże nieporozumienie.
 
Proszę pamiętać, że hasło „pierwsze palenie” w domkach letniskowych obowiązuje nieustannie. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżamy do wyziębionej, wilgotnej daczy, pierwszą czynnością jest napalenie w kominku i doprowadzenie do znośnej temperatury pomieszczenia. W tego typu sytuacji sprawdza się zasada, by rozpoczynać palenie wolno i ostrożnie, by po odparowaniu wilgoci rozpocząć palenie bardziej intensywne.
 
Teraz o paleniu we wkładach dobrej jakości. Cóż, w zasadzie nie ma o czym pisać: „palta jak chceta”!

strona główna