Witold Hawajski: Piotrze, jak wpadłeś na pomysł utworzenia szkoły kominkarstwa?
 
Piotr Batura: Jedna z firm, wprowadzając na rynek nowy produkt kominkowy, poprosiła mnie o pomoc techniczną w cyklu szkoleń, mających nauczyć stosowania tej technologii. Uzmysłowiłem sobie wówczas głód wiedzy na ten temat wśród „towarzyszy” kominkarzy, przy jednoczesnym braku możliwości jej zdobycia. Raczkująca branża kominkarska obfituje oczywiście we wszelkiego rodzaju szkolenia, które organizują firmy produkujące lub importujące sprzęt kominkowy. Są to jednak głównie szkolenia marketingowe, a dział techniczny prowadzi osoba, która nigdy w życiu nie zamontowała kominka.
 
W.H.: Czy polscy fachowcy nie potrafią budować kominków?
 
P.B.: Odpowiem, czerpiąc wiedzę ze swego podwórka. Buduję kominki z wkładem od kilkunastu lat. Mam też pracowników, z którymi zaczynałem. Ich praktyka i doświadczenie bywają większe od mojego. Ciągle jednak odczuwam głód wiedzy na ten temat. Żałuję tylko, że ci, którzy naprawdę powinni się douczyć, partacząc kominek, są święcie przekonani o swej nieomylności i ani im w głowie uczestnictwo w szkoleniu, nawet bezpłatnym.
 
W.H.: Czy wiedza o budowie pieców i kominków jest łatwo dostępna?
 
P.B.: Prawdziwa, niepowierzchowna wiedza zawsze jest trudno dostępna. Kominek skupia kilka zawodów. Bycie zdunem jest bardzo przydatne. Przydaje się też wiedza stolarska, ślusarska, kominiarska, a przecież kominek można jeszcze pomalować czy obłożyć kamieniem. Pochodzę z rodziny o zduńskich tradycjach. Nie wiem jednak czy dziadek zdun poradziłby sobie w mojej firmie, nie rezygnując ze starych nawyków i nie douczając się.Zawodu kominkarza nie uczy się w żadnej szkole. Dwu–, trzydniowe szkolenie pozwala usystematyzować wiedzę, rozwiać wątpliwości, „załapać” coś nowego. Natomiast nauka zawodu wymaga czasu.
 
W.H.: Kto przyjeżdża na Twoje szkolenia?
 
P.B.:Pojawiają się głównie ludzie czy firmy działające w branży, często posiadające sporą wiedzę i doświadczenie. Są też firmy z dużym doświadczeniem, które przysyłają swoich pracowników, gdyż sami nie umieją czy nie mają czasu przekazać swojej wiedzy.
 
W.H.: Czy z Twoich szkoleń kominkarze wyjeżdżają mądrzejsi?
 
P.B.: Szkolenia ukieronkowuję na praktykę. W Internecie mamy coraz więcej opracowań teoretycznych. Jest to wiedza szeroka i ogólnodostępna. Które z tych tekstów to perły, a które śmieci - to kolejne pytanie. „Bajanie” o kominkach stało się ostatnio trendy, bywa, że pismo z tematem kominkowym na okładce sprzedaje się lepiej. Niestety, nawet trochę zorientowany w branży Kowalski nie zauważy, że w tekście są nieścisłości, czy wręcz bzdury. Teorii nie da się uniknąć, ale popieram to pokazami praktycznymi – z odpaleniem kilku kominków włącznie. Jak się słuchacz przypiecze, to zapamięta do końca życia z jakiego powodu...
 
W.H.: Ile trwa nauka i jakie są jej koszty?
 
P.B.: Szkolenia są z reguły dwu- lub trzydniowe, a koszt jednego dnia to średnio 300zł. Prowadzę też indywidualne praktyki trwające 2-4 tygodni. Zainteresowany przechodzi cały cykl od warsztatu do odpalenia kominków u klienta, uczestnicząc w cyklu produkcyjno – montażowym. Warunki negocjujemy indywidualnie. Ta forma jest najbardziej efektywna, niestety kosztowna.
 
W.H.: czy producenci materiałów niezbędnych do budowy kominków wspomagają Cię w jakiś sposób?
 
P.B.:Tu pojawia się element marketingu na moich szkoleniach. Firmy, których logo pojawia się na szkoleniu mają dostęp do listy uczestników. Zdobywają nowych klientów. Obniżam koszty szkolenia, używając ich produktów jako „pomocy naukowych”, oni mają „z głowy” problem szkolenia tych ludzi w zakresie stosowania i obsługi danego produktu. Z drugiej strony, temat, w którym nie czuję się mocny, lepiej niech omówi ktoś inny.
 
W.H.: Co ma przeciętny klient firmy kominkowej z tego, że wykonawca jego kominka dokształcał się u Ciebie?
 
P.B.: Sporo miejsca na moich szkoleniach poświęcam technice odprowadzania spalin, bezpiecznemu podłączaniu urządzeń grzewczych do komina i samym kominom. Drugi, zaniedbany w Polsce temat , to budowa kominka w domach szkieletowych i kontakt instalacji kominkowej z konstrukcją drewnianą. Jeśli za sprawą mojego szkolenia, spłonie choćby jeden dom mniej, warto to robić.
 
W.H.: Na finał, Piotrze powiedz coś o planach na przyszłość?
 
P.B.: Czynię przygotowania do cyklu szkoleń, na których uczestnicy własnoręcznie wykonają, ćwiczenia praktyczne. Zamierzam też ruszyć środowisko „wodniackie” w Polsce (dotyczy wkładów z wymiennikiem wodnym – uwaga redakcji). Mamy tu do czynienia z niebezpiecznym zjawiskiem. Z jednej strony klient napędza koniunkturę chęcią posiadania w domu kominka z płaszczem wodnym, a z drugiej strony jest producent tegoż urządzenia, niestety, często dość przypadkowy, ignorujący pewne zasady. Dopóki produkt „schodzi” jak ciepłe bułeczki, nie musi robić nic w celu poprawienia bezpieczeństwa, estetyki wykonania czy kultury obsługi. Podobnie jest z montażystami tych urządzeń.
 
W.H.: Dziękuję za rozmowę.

strona główna