Od pewnego czasu korci mnie dyskusja w szerszym gronie na tematy dotyczące montażu kominka, przy których dwóch krewkich kominkarzy potrafi się nieźle zacietrzewić, z piszącym te słowa włącznie. Może warto rzucić rękawicę i rozpoczętą dyskusją wyjaśnić kilka drażliwych tematów, co ułatwi życie sprzedawcy i klientowi. Otwieram tę puszkę Pandory ze świadomością wiedzy ograniczonej do mojego pola działania. Dlatego z niecierpliwością oczekuje opinii na temat produktów i sposobów radzenia sobie z podobnymi problemami.
 
Jest i druga przyczyna mojego pisania artykułu zawierającego powierzchowne, często sprzeczne informacje w myśl zasady, że wystarczy napisać byle co i byle jak o kominkach, a ludzie i tak to kupią.
 
Zacznijmy od tabu nr 1: doprowadzanie powietrza do spalania w kominkach z wkładem (paleniskiem zamkniętym).
 
Przez kilka ostatnich lat pojawiały się artykuły w pismach bardziej lub mniej fachowych, lansujące obowiązkowe doprowadzanie powietrza do spalania w postaci rur wyprowadzanych z okolic kominka (wkładu kominkowego) na zewnątrz budynku. Rury prowadziło się pod posadzką lub przez ścianę zewnętrzną, jeśli kominek do niej przylegał.
 
Z całą stanowczością stwierdzam, że jest to robienie dziury w domu, która przy temperaturze dodatniej w niczym nie przeszkadza, wręcz poprawia bilans wentylacji mieszkania. Problem zaczyna się, gdy temperatura na zewnątrz spadnie znacznie poniżej 00 C. W okolicy kominka zamiast ciepła odczuwamy chłód i jakieś dziwne przeciągi. Stojąc przy kominku czujemy jak górną część ciała praży żar, po nogach zaś ciągnie zimno. Im bardziej intensyfikujemy ogień (zwiększając ciąg kominowy), tym więcej mrozu wciągamy do domu.
 
Prawdopodobnie znalazłoby się kilka sposobów ograniczenia tego zjawiska, jednakże, moim zdaniem, 90% wkładów kominkowych nie kwalifikuje się, by doprowadzać powietrze do spalania w ten sposób. Tylko wkłady z odseparowaną (umożliwiające szczelne podłączenie) komorą spalania, np.: „Jotul” (wybrane modele), „Spartherm”, „Dovre” (wybrane modele po przeróbce) kwalifikują się by zastosować odrębny kanał. Zimne, świeże powietrze należy podłączyć szczelnie do komory spalania, najlepiej z możliwością przymykania. W tym celu niekoniecznie trzeba wykonywać oddzielny kanał. Projektując dom zrobimy to bez trudu, gorzej, jeśli instalujemy kominek w domu zamieszkałym, np.: z piękną mozaika na podłodze. Rolę tę z powodzeniem spełni rura o średnicy 80 mm włożona do czynnego kanału wentylacyjnego i wyprowadzona nad krawędź komina. Kanał wentylacyjny zachowa są rolę, jedynie nieco ograniczona, a argumentów, że wkład z góry powietrza nie pociągnie, używają ludzie bez doświadczenia i wyobraźni.
 
Takie rozwiązanie jest niemożliwe, jeśli wkład kominkowy pobiera powietrze do spalania przez otwory w drzwiach, pod nimi (np.: w szufladzie na popiół) lub przez szczeliny miedzy ramą a szyba. Podejmowane są próby przerabiania takich wkładów. Niestety jest to zadanie dla fachowca, a dla firmy dystrybucyjnej argument, by nie wywiązać się z gwarancji.
 
Jakie formy może przybrać to zjawisko, posłużę się przykładem. Byłem poproszony o konsultacje przez klienta, który paląc w kominku i w piecu gazowym, przy temperaturach zewnętrznych od -15o C - 20o C nie osiągał w salonie temperatury wyższej niż + 15o C, + 18o C. W drewutni pod wkładem leżało oblodzone drewno. Leżało tam od dwóch dni, a lód nie stopniał. Nie było tam nawet kropli wody. Okazało się, że poprzedni właściciel budynku, po zapoznaniu się z literatura „fachową” wyciął w tylnej części drewutni, (czyli w ścianie zewnętrznej) otwór o wymiarach 150x250 mm.
 
Jeżeli jesteśmy już szczęśliwymi posiadaczami wkładu kominkowego z odseparowana komorą spalania, to możemy go podłączyć na wiele sposobów (np.: na tyle, ilu jest majstrów budujących kominki):
 
1. podłączyć do kanału nawiewnego wybudowanego w tym celu 2. podłączyć do wolnego kanału wentylacyjnego 3. przebić otwór przez ścianę zewnętrzną 4. nie podłączać żadnego powietrza (!) pozwalając by czerpał powietrze z salonu. Powstaje efekt mechanicznej wentylacji - ciąg kominowy zabierając zużyte powietrze z mieszkania powoduje zwiększony napływ świeżego powietrza otworami do tego przeznaczonymi, wykonanymi w dużym rozproszeniu a nie jednym kanałem schładzającym okolice kominka. Mogą to być:
 
· nawiewniki podokienne
· okna z opcja rozszczelniania
· okna nieszczelne
· otwarcie okna po 2-3 godzinach palenia
· wycięcie kilkunastu centymetrów uszczelki w nowych oknach bez opcji rozszczelnienia, itp.
 
5. może ktoś ma jeszcze jakis pomysł?
 
Istnieje możliwość wykorzystania kanału nawiewnego jako elementu wentylacji mieszkania, pod warunkiem zastosowania urządzeń pozwalających ten proces kontrolować.
 
Firma „Scan Forum” rozprowadza przepustnice pozwalające dowolnie kierować strumień powietrza:
 
1. do wkładu
2. do pomieszczenia
3. do wkładu i do pomieszczenia
4. odciąć dopływ całkowicie.
 
Nie należy w tym celu wykorzystywać kanałów wentylacji pionowej (obok przewodu spalinowego), gdyż okresowo wentylacja ta może wprowadzać (zaciągać) dym z komina.
 
Firma „Spartherm” oferuje systemy elektronicznego sterowania powietrzem dopuszczanym do komory spalania, co pozwala zautomatyzować ten proces i utrzymać stała temperaturę pomieszczeń ogrzewanych kominkiem.
 
Warto zwrócić uwagę, by nie czerpać powietrza do spalania z pomieszczeń typu garaż, spiżarnia, kotłownia czy „gratownik”, które to pomieszczenia początkowo wydają nam się bez znaczenia w bilansie energetycznym czy wentylacyjnym. Ujemne temperatury zewnętrzne doprowadzą do całkowitego wychłodzenia tych pomieszczeń a zakłócenie w funkcjonowaniu wentylacji – może być przyczyna poważnej awarii np.: w kotłowni.
 
Pojawił się, mimochodem, temat do rozważenia w następnym numerze: wentylacja pomieszczenia, w którym stoi kominek – jak zrobić to prawidłowo? Czy obudowany, szczelny wkład to kominek?
 
Jaka jest różnica miedzy takimi „kominkami” a piecem kaflowym w odniesieniu do wymogów wentylacyjnych?
 
Zapraszam do dyskusji
 
Piotr Batura

strona główna